Historia z zapachem w tle

Chciałbym zaprezentować Wam moje krótkie opowiadanie, które zwyciężyło w konkursie perfumerii Quality Missala, o takim samym tytule. Gdybyście chcieli je przeczytać w pdfie, z czytelniejszym formatowaniem tekstu, to zachęcam do pobrania stąd. Cieszyłbym się jakimkolwiek komentarzem z Waszej strony po lekturze. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję, że tutaj zaglądacie.

Marek wpatrywał się z niezwykłym skupieniem w krople deszczu, bezradnie rozbijające się o wielką taflę szkła. Stał przed oknem ze szklanką szkockiej i zdawał się nie zwracać uwagi na cokolwiek innego poza deszczem. Pomyślał o tym, że cudownie jest podziwiać deszcz z zacisza przytulnego mieszkania. Popatrzył pod nogi, na swój ulubiony dywan o długim włosiu, który otaczał niemal czcią.
– Jasna cholera, butów nie zmieniłem.
Nie żeby nabrudził w swoim pedantycznie czystym mieszkaniu. Jednak zawsze po wejściu do domu zmieniał buty na zamszowe, szyte na miarę albert slippers w kolorze navy blue. Tym razem jednak zapomniał. To mu się nie zdarzało zbyt często.
– Jesteś po prostu zmęczony. Tyle godzin w samolocie każdemu daje w kość. Jesteś tylko zmęczony. Trzeba się porządnie wyspać i wszystko wróci do normy.
Myśl o zmęczeniu powtarzał sobie w głowie jak mantrę. Przebrał buty, wypakował swoje rzeczy z podróżnej torby i znowu podszedł do okna. Rozwiązał krawat i starannie ułożył go na fotelu. Odpiął dwa guziki koszuli i sięgnął po szklankę szkockiej. Podniósł ją do nosa, jak zawsze miał w zwyczaju i zatrzymał się w bezruchu. W zapachu ulubionego trunku wyłapał jakąś nutkę, która przywołała wspomnienia. Myślami powrócił do tamtej chwili, kiedy z tłumu ludzi wyłowił ten specyficzny zapach, który tak głęboko wyrył mu się w pamięci. Wracał do niego częściej, niż by tego sobie życzył. Denerwowało go, że nie potrafi z tym nic zrobić.
– Już ci się totalnie coś w głowie przewraca. – Wbrew swojemu zwyczajowi opróżnił szklankę dość szybko i stwierdził, że położy się spać. – Czas. Potrzebujesz jedynie trochę czasu i odpoczynku. Zmęczenie i przepracowanie. Trzeba sobie trochę odsapnąć.

Po miesiącu zrozumiał, że problem jest nieco poważniejszy, niż mu się wydawał. Że sam z siebie jednak nie minie. Złościł się na siebie, że nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami i myślami. Im bardziej starał się je wyprzeć z głowy, tym uporczywiej powracały. Pewnego ranka, wychodząc do pracy, otworzył swoją lodówkę na wino, przerobioną na zamówienie tak, aby idealnie mieściła cenne flakony perfum. Stał przed otwartą lodówką dobre dziesięć minut, po czym z impetem trzasnął drzwiczkami. Wiedział, że w środku nie ma tego, czego szukał.
– Do jasnej cholery. – Chwycił za telefon i zadzwonił do swojej sekretarki, żeby poinformować, że dzisiaj w biurze będzie dopiero koło dwunastej. W pośpiechu wyszedł z mieszkania i pojechał do najbliższej perfumerii, sprzedającej niszowe zapachy.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry. Mam taką dość nietypową prośbę. Otóż mam w głowie pewien zapach, który usilnie staram się znaleźć, jednak nie jestem w stanie sobie poradzić. – Uśmiechnął się do ekspedientki widząc jak ta na niego spojrzała. – Co się dziwisz – pomyślał. – Wpadasz tu i rzucasz jakimś pytaniem, a ona jest przyzwyczajona, że zawsze przychodzisz, bierzesz garść próbek albo flakon i się zmywasz.
Zauważył, że w takich miejscach zawsze pracują naprawdę ładne kobiety. Ona nie była wyjątkiem. Dodatkowo ze swoimi włosami upiętymi w elegancki kok, w białej koszuli i szarej ołówkowej spódnicy, wyglądała naprawdę zjawiskowo. Zwrócił też uwagę na jej czerwone szpilki wykonane z zamszu. Przyznał w myślach, że mu się podoba i zastanowił się, czy wcześniej też się tak ubierała. Jak piorun uderzyła go myśl, że bywał tu tak wiele razy i nigdy nie zwracał na nią uwagi. Nigdy nie zamienili ze sobą więcej niż kilku zdań.
– To czego pan szuka? – jej pytanie wyrwało go z zamyślenia.
– Proszę nie mówić do mnie per pan. Samo imię wystarczy. Bywam tutaj tak często. Żaden tam ze mnie pan, tak poza tym. Jestem Marek.
Uśmiechnęła się do niego, a on wzrokiem z kącików jej ust zjechał na szyję, która wydała mu się w tym momencie niesamowicie pociągająca.
– Opanuj się do ciężkiej cholery – pomyślał.
– Marta, miło mi.
Jej uśmiech był dla niego czymś, dzięki czemu na chwilę zapomniał dlaczego tak nagle wpadł do perfumerii. Opisał starannie zapach, którego szukał i sprecyzował jakie kompozycje już wyeliminował z listy.
– No cóż, to nie będzie łatwe zadanie. Dosyć dobrze znasz się na perfumach. Jeśli sam nie znalazłeś odpowiedniej kompozycji to ja mogę jedynie podrzucić dwie, może trzy propozycje.
Zniknęła pośród półek, by wrócić po chwili z trzema flakonikami. Kiedy jej nie było, wchłaniał w siebie zapach perfumerii – jedyny w swoim rodzaju. Wszystkie kompozycje, wszystkie testy klientów, wszystkie te naciśnięcia na atomizer pozostawiały swoje pachnące piętno na tym miejscu, sprawiając, że wchodząc do perfumerii człowiek od razu czuje ten specyficzny miks dziesiątek, a może i setek różnych kompozycji.
– Jak mówiłam, tylko tyle przychodzi mi do głowy.
Podziękował i powoli zaczął testować każdą z kompozycji. Robił to powoli i spokojnie, jakby za każdym razem zbliżając nos do blottera odprawiał jakiś rytuał. Po powąchaniu ostatniej kompozycji zauważył, że Marta spogląda na niego z uśmiechem. Odwzajemnił go, wpatrując się w jej brązowo-zielone oczy.
– Niestety, nie ma i w tych kompozycjach nic podobnego do zapachu, którego szukam.
– To dość niespotykana kompozycja. Mówiąc szczerze, wątpię czy coś takiego znajdziesz. Być może ktoś mieszał ze sobą dwa zapachy, żeby osiągnąć tak nietypowe połączenie. Albo był to jakiś zapach robiony na specjalne zamówienie, taką możliwość też musisz rozważyć.
– Ty matole – krzyknął na siebie w myślach. – Jak mogłeś nie pomyśleć o tym, że ktoś może mieszać ze sobą dwa zapachy.
– Pięknie ci dziękuję, naprawdę mi pomogłaś. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. Nie wiem jak ci się odwdzięczę.
– Kawa. – Stanął jak wryty, kiedy wypowiedziała to proste słowo. – Zaproś mnie kiedyś na kawę – uśmiechnęła się, tłumacząc mu jak dziecku o co chodzi.
– Pewnie, bardzo chętnie – roześmiał się, myśląc o tym, że to ona wyciągnęła go na kawę. – Kawa i jakieś pyszne ciastko, masz to u mnie jak w banku.
– Trzymam za słowo.
Kiedy nachyliła się nad zdobionym drewnianym stolikiem, aby zabrać flakony, które wcześniej przyniosła, do jego nosa dostał się zapach jej perfum. Uderzyły go akordy wanilii, zmieszane z tytoniem, rumem, suszonymi owocami i żywicą. Dobrze znał ten zapach. Nosił go dosyć często, ponieważ był fanem wanilii i nut alkoholowych. Na niej jednak wydał mu się znacząco inny od tego, co tak dobrze zna. Tak zmysłowy i absorbujący. Nie dało się nie zwrócić uwagi.
– Havana Vanille?
Uśmiechnęła się po raz kolejny. Tak rzadko przy okazji poprzednich wizyt zwracał uwagę na jej uśmiech, oczy. Dziwił się sam sobie.
– Tak, Havana Vanille – odpowiedziała. – Ty też chyba lubisz ten zapach. Pamiętam, że kilka razy w nim tutaj byłeś.
Na jego twarzy wymalowało się zdziwienie, którego nie potrafił ukryć. Chciał je zamaskować uśmiechem, przez co wyszedł mu dosyć specyficzny grymas. Marta roześmiała się, czym już totalnie zbiła go z pantałyku.
– To w piątek ta kawa może? – zmienił temat. Ona skinęła głową. Wymienili się jeszcze numerami telefonów, po czym Marek wyszedł z perfumerii. Myślał jedynie o tym, co tak właściwie zrobił i nie do końca rozumiał swoje zachowanie. Wydawało mu się, że zrobił z siebie niezłego durnia.

Przed spotkaniem przyszły mu do głowy dziesiątki różnych myśli. Analizował to wszystko co ostatnio wydarzyło się w jego życiu. Rozejrzał się po swoim mieszkaniu. Wzrok zatrzymywał na każdej rzeczy z osobna. Na ozdobnym żyrandolu, wielkim telewizorze, zestawie kina domowego, wygodnym fotelu. Wszystkie te rzeczy dobierał z niezwykłą starannością. Każda była przemyślanym zakupem. Idealnym, według niego, połączeniem formy z funkcjonalnością. Nic w jego mieszkaniu nie było dziełem przypadku. Jeszcze miesiąc temu, sądził, że ma wszystko co jest mu potrzebne do życia. Czuł się jak pan świata. Teraz jednak, pomimo przytulnie urządzonego mieszkania, posiadającego wszystko o czym kiedyś marzył, czuł pustkę. Popatrzył na zegarek. Wiedział dobrze, że ma jeszcze sporo czasu. Zawsze był gotowy dużo wcześniej. Nie znosił się spóźniać. Chwycił za telefon.
– Cześć mamo. Pomyślałem, że jeśli macie czas, to może odwiedzę was w ten weekend? – kiedy skończył rozmawiać, po policzku popłynęła mu łza. Nie mógł sobie dokładnie przypomnieć, kiedy ostatni raz pojechał do rodziców. – Cholerny egoista – szepnął przez zaciśnięte gardło.

Przyszedł wcześniej na umówione miejsce spotkania. To było jedno z jego ulubionych miejsc. Niewielka kawiarenka, z miłą właścicielką za ladą. I z pokaźnym wyborem przepysznych deserów, co było równie ważne. Zawsze było tutaj kilka osób, ale nigdy nie było tłoczno. To mu odpowiadało – nie lubił zatłoczonych miejsc. Wnętrze, urządzone osobiście przez właścicielkę, było bardzo przytulne. Wygodne fotele i podświetlane obrazy dawnych gwiazd kina dodawały tylko smaku. Miło było wypić podwójne espresso w towarzystwie Carego Granta, czy Marlona Brando. A przy Audrey Hepburn kawa zawsze smakowała lepiej. Dodatkowo lokalizacja, w jednej z bocznych uliczek, sprawiała, że nie dochodził tutaj zgiełk z centrum miasta.
Zdążył zamienić z właścicielką tylko parę zdań i kątem oka dostrzegł wchodzącą do kawiarni Martę. Wyglądała jeszcze bardziej zjawiskowo niż poprzednio. Włosy, tym razem rozpuszczone, uniósł powiew wiatru, kiedy przekraczała próg kawiarni. W beżowym trenczu spodobała mu się jeszcze bardziej niż ostatnio w sklepie. Znowu pomyślał, że kompletnie nie pamięta, jak wyglądała wcześniej. W co była ubrana, jak miała uczesane włosy. Kiedy zdjęła trencz, jego oczom ukazała się beżowa sukienka o klasycznym kroju. Delikatna, złota biżuteria, była według niego idealnie dobrana. Zwrócił też uwagę na jej szpiki, pasujące kolorystycznie do całości ubrania. Jak ostatnio, wykonane były z zamszu. Uśmiechnął się pod nosem, bo choć przecież nie znali się zbyt dobrze, już po samym stylu w jakim Marta się ubierała, wywnioskował, że jest ciekawą osobą.
– Miło, że uśmiechasz się na mój widok.
– Ciężko byłoby inaczej – zaśmiał się.
Zamówili dla siebie po latte macchiato, a Marek zaproponował ciasto czekoladowe, jako wyśmienitą specjalność tego miejsca. Na początku rozmawiali o wielu nieistotnych rzeczach, od których zwykle rozpoczyna się rozmowy. Potem zaczęli dyskutować o muzyce i innych interesujących ich rzeczach, aż przeszli do perfum. W pewnym momencie stało się to, czego nieco się obawiał.
– Nie mogę nie zapytać, mam nadzieję, że to nie będzie zbyt wścibskie, ale powiedz, o co w ogóle chodziło z tym zapachem?
Zmieszał się trochę, nie do końca wiedząc jak zacząć.
– No więc… To nieco skomplikowane… To znaczy… No musiałbym ci wszystko szczegółowo opowiedzieć, wiesz. Tak od początku do końca.
– Mam czas – uśmiechnęła się. – Chciałabym usłyszeć co cię tak wtedy przygnało.
– Dobrze – odwzajemnił jej uśmiech. – W sumie, jak nie uciekniesz po tym co usłyszysz… – zaśmiał się gorzko.

No więc zacznijmy od tego, że zawsze byłem typem takiego wiesz, zapachowca, jak to się mówi. No taki człowiek, co to lubi zapachy, zwraca na nie uwagę. Wiesz, jak byłem jeszcze mały, to zawsze wąchałem jedzenie. Moją mamę to irytowało – co tak wąchasz, zepsute czy co – zawsze tak mówiła. Perfumami zainteresowałem się dosyć wcześnie, jako nastolatek, ale nie byłem jakimś maniakiem. Miałem zawsze jeden flakon ulubionej wody toaletowej pod ręką… no i tyle w zasadzie.
Kiedyś w liceum przyjechali do nas na wymianę Chińczycy. I wiesz, robiliśmy różne zabawy, takie tam, jak to młodzież. I oni upiekli dla nas ciasteczka z wróżbą. Ja w swojej znalazłem „zapach odmieni twoje życie”. Na początku to zignorowałem. Przypomniało mi się dopiero po studiach, kiedy byłem już nieźle wkręcony w ten cały perfumowy świat. Jak to student, nie miałem zbyt wiele kasy, ale za to pozwalałem sobie dosyć regularnie na kupowanie różnych próbek i dekantów. Tak właśnie poznałem i całkowicie dałem się pochłonąć światu perfum. Są jedną z moich wielkich pasji. No ale do rzeczy.
Muszę ci się przyznać, że wiodłem dotąd dosyć konsumpcyjny styl życia. Wydawało mi się, że mam wszystko czego mi potrzeba. Stabilizacja zawodowa, jakiś stopień komfortu. Wiesz, że nie muszę się martwić czy starczy mi do pierwszego. To poczucie bezpieczeństwa. Ten brak strachu o jutro. Nie to żebym był jakimś wrednym dusigroszem, ale po prostu praca zajmowała zawsze tak istotne miejsce w moim życiu… no nie było zbytnio miejsca na nic innego. A wolny czas upływał mi na czytaniu książek, słuchaniu muzyki, oglądaniu filmów, poszerzaniu swojej wiedzy. Wydawało mi się, że wiodę idealne życie. Nie brakowało mi niczego. Do momentu.
Wiesz, mnie bardzo jet lag daje w kość. Jestem taki otępiały, jakbym był na haju. Nie funkcjonuję w pełni po prostu. A moja praca wymaga tego, żebym podróżował po całym świecie. I ostatnio, nie mam pojęcia czy to mi się przyśniło, czy było jakimś wyrzutem myśli z podświadomości. Z mózgu, który nie funkcjonuje w pełni sprawnie. W głowie pojawił się ten właśnie zapach. Był tak realny, tak prawdziwy. Byłem pewien, że go poczułem. Wrył mi się głęboko w głowę i nie potrafiłem o nim zapomnieć. Chciałem odnaleźć osobę, która nim pachniała. Chciałem koniecznie go mieć w swojej kolekcji. Totalnie mną owładnął i myślałem, że to jest jakoś powiązane z tą historią z liceum. Nie żebym wierzył w takie rzeczy, no ale jednak mi się przypomniało. Im bardziej chciałem wybić sobie ten zapach z głowy, tym częściej o nim myślałem. Nie potrafiłem nad tym zapanować.
I pewnego dnia, siedząc w swoim mieszkaniu, przyszła mi do głowy myśl. To było jakby kopnął mnie prąd. Taka nagła, drobna myśl, która odmieniła sposób w jaki postrzegam świat. Pomyślałem: po co to wszystko… Jaki to ma sens… Gdzie jest granica, do której sam siebie jestem w stanie popchnąć. Zawsze będzie kolejny flakon, który będę chciał posiadać. Kolejna rzecz, którą będę chciał kupić. Kolejny kontrakt, który będę chciał zdobyć. Ale jaki to ma sens? Jaki to wszystko ma sens… Siedzę wieczorami sam w pustym mieszkaniu, otoczony tymi wszystkimi cennymi przedmiotami i pięknymi zapachami. Ktoś mógłby powiedzieć, że mam wszystko… właściwie, to może tak to wygląda z boku. A przecież nie zwracałem uwagi na to, co w życiu najważniejsze. Cieszyłem się życiem, ale zawsze w samotności. Sądziłem, że na tym to polega. Ale przestałem dostrzegać w tym sens…
Właśnie uświadomiłem sobie, tuż przed przyjściem tutaj, jak dawno nie odwiedzałem rodziców. A ty uświadomiłaś mi jeszcze jedną rzecz… Dzięki tobie zrozumiałem, że zapach, bez drugiej osoby, która go nosi, jest nic niewarty. Od momentu naszego ostatniego spotkania, za każdym razem kiedy wącham flakonik z Havana Vanille, myślę o tobie. Dzięki tobie ten zapach nabrał dla mnie nowego wymiaru. Wcześniej tego nie rozumiałem. Perfumy były dla mnie sztuką, ale bez jakiegoś głębszego znaczenia. I choć zawsze podchodziłem do takich rzeczy racjonalnie, analizowałem wszystko na chłodno i myślałem, że zawsze będę potrafił utrzymać swoje emocje pod kontrolą, to tym razem jest inaczej. Totalnie mnie oczarowałaś. Dzisiaj już nie myślę o tamtym zapachu. Dzięki tobie wącham flakonik z Havana Vanille i przypominam sobie nasze spotkanie.

Nie miał pojęcia jak Marta zareaguje po wysłuchaniu jego historii. Bał się. Pierwszy raz w życiu bał się, że kobieta może go odrzucić. Zawsze na to gwizdał. A teraz bał się, że wstanie i powie coś w stylu: „jesteś jakiś nienormalny”, albo „chyba cię facet porąbało”. Wpatrywał się w jej piękne oczy i czekał na werdykt. Te parę sekund, przez które Marta nie wiedziała co odpowiedzieć, wydawały mu się wiecznością. Ona nie od razu była pewna jak powinna zareagować. Co może mu powiedzieć w takiej sytuacji, po takiej opowieści. Pochyliła się nad stolikiem i złapała go za rękę.
– Często kiedy przychodziłeś do sklepu, zastanawiałam się jaka jest twoja historia. Kim tak naprawdę jest ten facet. Przeważnie wpadałeś, prosiłeś o konkretne próbki albo perfumy i wychodziłeś. Zawsze z telefonem w ręce, sprawdzając maila i robiąc dziesięć innych rzeczy na raz. Twoja historia nie wydaje mi się głupia, nie bój się – uśmiechnęła się. Rozszyfrowała jego myśli. – Cieszę się, że mi to wszystko opowiedziałeś.
Poczuł ulgę. Nie spodziewał się, że to pójdzie tak gładko i nie spodziewał się, że Marta zwróciła już wcześniej na niego uwagę.
– Jest mi mimo wszystko trochę głupio, że wcześniej…
– Lepiej późno niż wcale – przerwała mu z uśmiechem. – Nie przejmuj się, po prostu nie myśl o tym. Daj się ponieść.
– To choć, miłośniczko zamszowych szpilek, pokażę ci coś.
– Idę o zakład, że ty też masz w szafie kilka par zamszowych butów.
– Tak, uwielbiam je. I zapach zamszu.
Roześmiali się oboje. Na zewnątrz zdążyło się już zupełnie ściemnić. Noc była pogodna, co ucieszyło Marka.
– To gdzie mnie zabierasz? – zapytała zaciekawiona.
– Pojedziemy za miasto. Dzisiaj spadają gwiazdy. Znajdziemy jakieś dobre miejsce widokowe.
– I co, masz już jakieś życzenie?
– Tak – wziął głęboki oddech. – Pierwszy raz od dłuższego czasu… jest coś, czego bardzo bym sobie życzył.

Dodaj komentarz

4 Komentarze

  1. Spauzowałem muzykę, by to przeczytać. Świetny tekst. Z niezwykłą lekkością napisany. Trochę za bardzo skupiłeś się na szczegółach. No bo który facet wie, co to jest szara ołówkowa spódnica? :)
    Na chwilę stałem się Markiem i czułem wręcz jego emocje i zapachy otaczające. No a Havana Vanille ląduje na liście perfum do sprawdzenia.

    Pozwolę sobie zalinkować u siebie tego posta, by trafił do szerszego grona.

    Pozdrawiam,
    Grzesiek.

    Odpowiedz
    • Wielkie, wielkie dzięki. Bardzo miło czyta mi się takie słowa. Być może przesadziłem ze szczegółami w tak krótkiej formie, wynika to u mnie głównie z chęci napisania czegoś lepszego warsztatowo. Choć w tej kwestii jest pewnie jeszcze sporo do zrobienia ;)
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  2. TollMann

     /  26/05/2013

    Krótko: znakomite opowiadanie z fantastycznym klimatem. Nie sądziłem, że perfumy to tak wdzięczny temat do stworzenia utworu literackiego :). Gratuluję pomysłu i zdolności. Chętnie przeczytałbym kolejne, trochę dłuższe.

    Osobne podziękowania należą się pknbgr, to dzięki jego blogowi poznałem to opowiadanie.

    Czyli mam już kolejny blog do śledzenia. Nie zawiedź mnie i regularnie publikuj (im więcej o perfumach, tym lepiej) :)
    Pozdrawiam,
    TollMann

    Odpowiedz
    • Pięknie dziękuję, jest mi bardzo miło :) Muszę się zebrać z pisaniem stricte o perfumach, choć przyznam się, że z jakichś powodów ostatnio ciężej mi to przychodzi.

      Serdecznie pozdrawiam

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: