Leuchtturm 1917

Do napisania recenzji produktów Leuchtturm 1917 zabieram się tak naprawdę od momentu, kiedy je kupiłem. Czyli już grubo ponad siedem miesięcy. Moja opieszałość ma jednak swoje plusy. Przez ten czas zdążyłem bowiem naprawdę sporo korzystać ze swojego kalendarza i notatnika. Zapraszam więc do lektury.

 A wszystko zaczęło się od…

Ze wszelakiej maści kalendarzy i notatników korzystam od długiego czasu. Zaczęło się tak naprawdę już w dzieciństwie, choć kogoś może to wprawić w zdziwienie. No cóż, zawsze byłem zwolennikiem organizowania sobie czasu (choć wiadomo, że w praktyce różnie to wychodzi ;) ). W gimnazjum i liceum korzystałem z kalendarzy, które zawsze pod koniec roku kalendarzowego przynosił mi mój tata. Dostawał je od jakiegoś znajomego, który był przedstawicielem handlowym. Nie miałem wobec tych kalendarzy zbyt wygórowanych wymagań, ponieważ zbyt wiele w nich nie notowałem. Tak więc nie zależało mi na tym czy cały tydzień mieści się na dwóch stronach, czy też każdy dzień ma swoją osobną stronę. Nie wybrzydzałem też jeśli na okładce była nazwa firmy, czy jakiś wzorek. Podczas studiów sprecyzowałem nieco swoje oczekiwania względem kalendarza. Polubiłem te, w których jednemu dniu poświęcona jest jedna strona, a optymalnym formatem zostało zeszytowe A5. W tym roku postanowiłem poeksperymentować z formatem „pocket”, czyli kieszonkowym. Rozglądając się już wcześniej za kalendarzami i notatnikami nie mogłem nie pomyśleć o firmie Moleskine. Problem jednak polegał na tym, że przeszukując allegro i googlując w poszukiwaniu sklepów, które oferowałyby produkty Moleskine, raczej się irytowałem niż znajdowałem miejsce, gdzie chciałbym kupić kalendarz i notes. Z Moleskinem problem jest jeszcze taki, że jest on niezaprzeczalnie, jak to się pięknie mówi, hipsterski. To oczywiście nie znaczy, że każdy kto posiada Moleskine jest hipsterem. Znaczy to jednak, że sprzedawcy krzyczą sobie zdecydowanie zbyt dużo za ten przedmiot. Moleskine jest uważany, za notatnik kultowy – w Moleskinach pisywał chociażby Hemingway. No fajnie, tyle że dla mnie najważniejsze jest, że piszę w nim ja.

 

Leuchtturm vs Moleskine

Na różnych blogach i forach, które czytam, pojawiał się temat notatników i kalendarzy. Wiele osób do Moleskine’a podchodziło z dużym sceptycyzmem. Niektórzy na własnej skórze testowali inne notatniki i dzięki nim poznałem nazwy innych firm. Co jednak ważniejsze, kilkakrotnie natknąłem się na opinię, że Moleskine nie jest wart swojej ceny, ponieważ jakością ustępuje innym notatnikom. To było coś co pobudziło moją wyobraźnię i sprawiło, że przeszukiwałem Internet w poszukiwaniu informacji na ten temat. Podpowiem Wam, że zbyt trudno nie było. Wystarczy, że w googlach wpiszecie „Moleskine vs Leuchtturm” i pojawią się Wam interesujące wyniki, jak chociażby ten. Osobiście nigdy nie posiadałem Moleskine’a, nie będę się więc w tej kwestii wypowiadał. Uwierzyłem jednak innym, że papier Leuchtturma jest lepszy. Dodatkowo cena notatnika czy kalendarza jest niższa. Zacząłem więc rozglądać się za notatnikami tej firmy. Niestety na początku nie było kolorowo. W tej chwili produkty Leuchtturm są dostępne chociażby na allegro. Ja swoje kupiłem na aukcji użytkownika maluje_pl i z czystym sumieniem polecam, bo to naprawdę porządny sklep z miłą i profesjonalną obsługą.

 

Konkrety – czyli zachwyt od pierwszego wejrzenia

Pierwsze wrażenie było więcej niż pozytywne. Kalendarz i notatnik są wykonane bardzo przyzwoicie. Już sama okładka pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ ślady palców nie są na niej bardzo widoczne. To dobrze, bo ten drobny szczegół potrafi naprawdę zirytować. Kalendarz na boku ma wytłoczony rok, a z tyłu nazwę producenta (notatnik tylko nazwę producenta z tyłu). W komplecie otrzymujemy karteczkę z podziękowaniem za wybranie produktów Leuchtturm, małą broszurkę z informacjami o firmie, jej ofercie oraz samym kalendarzu, a także komplet naklejek, służący do oznaczenia notesu (kalendarz w wersji kieszonkowej posiada po dwie naklejki na przód i bok, notatnik w wersji średniej po trzy). Hasłem firmy, widocznym na broszurce jest „Details make all the difference”. Trzeba przyznać, że firma podchodzi do tego jak do swojej misji, a nie chwytliwego hasła marketingowego. W kalendarzu mamy więc na dole każdej strony numer tygodnia licząc od początku roku, a także święta międzynarodowe! Bardzo spodobało mi się to rozwiązanie, choć przyznam szczerze, że nie korzystam z niego zbyt intensywnie. Otóż na dole strony, jeśli w danym kraju jest święto, widnieją literki symbolizujące ten kraj. Myślę, że może to być przydatne rozwiązanie. Papier jest ponoć jest specjalnie przystosowany do pisania po nim piórem. Kartki są szyte. Na końcu znajdziemy kartki, które możemy wyrwać w razie potrzeby – posiadają perforację. W kalendarzu są to kartki czyste, w notatniku w linie (tak jak notatnik). Na tylnej okładce znajduje się kieszeń, w której możemy przechowywać jakieś karteczki czy wizytówki. Na pierwszych stronach kalendarza znajduje się jeszcze planer, wykaz świąt, czy kalendarz z fazami księżyca. Notes posiada numerację stron, a na początku specjalne strony, na których możemy zrobić spis treści. Myślę, że firmie Leuchtturm nie można zarzucić braku dbałości o szczegóły. To się może podobać. Mnie się podoba.

 

Żeby nie było kolorowo

Prawda jest taka, że do firmy Leuchtturm mam jedno zastrzeżenie. Nawet jeśli papier jest lepszej jakości, niż ten używany przez Moleskine, to nadal mógłby być nieco lepszy. Konkretnie zastrzeżenia mam do jego grubości. Nawet długopis przebija na drugą stronę kartki. Nie przeszkadza to w korzystaniu z kalendarza czy notatnika, ale jednak od papieru, który producent reklamuje jako „odporny na tusz” wymagałbym nieco więcej. Nie jest to bardzo widoczne, ale ciężko nie zauważyć. Muszę jeszcze wspomnieć, że na początku korzystania z kalendarza miałem problem ze zbyt wolnym wysychaniem tuszu. Bardzo mnie to irytowało, bowiem musiałem odczekać chwilę po zapisaniu czegokolwiek, żeby tusz się nie rozmazał. Co gorsza, jeśli miałem spocone dłonie, to nawet po kilku godzinach od zapisania notatki w kalendarzu zdarzało mi się rozmazać tusz. Okazało się jednak, że to nie wina notatnika. Zanim więc zaczniecie się irytować, sprawdźcie inny tusz w piórze. Nie ważne jakiego notatnika używacie. U mnie to właśnie tusz był problemem. Po jego wymianie problem nie występuje.

 

Słowem podsumowania

Swój kontakt z produktami Leuchtturm mogę opisać jednym słowem: zadowolenie. Firma produkuje po prostu solidne rzeczy. W dodatku każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz kalendarzy w różnych formatach i z różnym podziałem stron mamy w ofercie firmy dostępne różnego rodzaju notatniki (w linie, kratkę, czyste czy w kropki), w tym notatniki reporterskie. Po prostu dla każdego coś dobrego.

Osobiście, po rocznym eksperymencie z kalendarzem typu kieszonkowego, najpewniej powrócę do formatu A5. To właśnie ten format dla mnie jest najlepszy. W kieszonkowym tak naprawdę gorzej się wszystko zapisuje, jest to mniej wygodne. W dodatku nie mam miejsca na zmiany i dopisywanie rzeczy w trakcie dnia. A niestety mam takie przyzwyczajenie, że często coś dopisuję, zmieniam. Muszę więc mieć na to miejsce. Jeśli natomiast chodzi o poręczność formatu kieszonkowego, to i tak nie wyobrażam sobie nosić go w kieszeni. A torbę i tak mam przeważnie ze sobą, więc noszenie kalendarza w formacie A5 nie jest dla mnie problemem. Jeśli natomiast chcecie mieć kalendarz zawsze pod ręką, móc go włożyć do kieszeni kurtki czy marynarki, zanotować coś na kolanie, to format kieszonkowy może być dla Was strzałem w dziesiątkę.

Dodaj komentarz

11 Komentarzy

  1. Tusz w piórze? Chyba atrament?

    Odpowiedz
    • Oczywiście. Taki skrót myślowy, inaczej nie jestem tego w stanie wytłumaczyć ;) Pozdrawiam i dziękuję za zwrócenie uwagi.

      Odpowiedz
  2. Jacek

     /  31/05/2014

    Właśnie ja mam poważny problem który wybrać, bo wiem że w Moleskinie są bardzo widocznie zaznaczone linie, znów Leuchtturm 1917 ma je słabo zaznaczone i nie wiem czy będzie mi się w nim dobrze pisało…
    Potrzebuje taki notatnik ponieważ ostatnio doszedłem do wniosku że przeleję swe wnętrze na papier ale mam problem z wyborem, moja koleżanka nie poleca Moleskina tylko L 1917 tyle że nie wiem czy będzie mi się w nim dobrze pisało skoro linie są słabo widoczne….

    Odpowiedz
    • Nie mam porównania do Moleskina ale ani razu nie miałem problemu z liniami w Leuchtturmie. Może są słabiej zaznaczone niż w Moleskinie, ale na pewno na tyle dobrze, że pisze się w nim bezproblemowo. Ani razu nie miałem zastrzeżeń.

      Polecam też zainteresować się ofertą firmy Ciak. W tym momencie korzystam właśnie z ich kalendarza i jestem bardzo zadowolony. Choć papier pochodzi w pewnym stopniu z recyclingu i jest zauważalnie inny od tego w Leuchtturmie, jednak pisze się w nim dobrze.

      Odpowiedz
  3. Michał

     /  20/06/2014

    Ja nie polecam Leuchtturm 1917 z prostego powodu – to taki notatnik bardziej dla nowoczesnych, ma w sobie parę udogodnień itd. Druga wada to taka że papier jest strasznie biały co przypomina kartki z zeszytu…
    Jacek jak chcesz coś bardziej bliskiego duchowi czasu z lat 20 ubiegłego wieku, poczuć klimat pisania to polecam Moleskine’a trochę jest przereklamowany ale to prosty notatnik bez numeracji stron, i dodatkowych udogodnień, a przed wszystkim papier w Moleskinie jest taki nieco delikatnie żółty co przypomina dawne czasy.

    Notatniki Leuchtturm 1917 nigdy nie staną się tak popularne jak Moleskine :) to jest jednak notatnik z duszą :)

    Odpowiedz
  4. Jacek

     /  20/06/2014

    Kupiłem jednak Moleskine’a :)

    Odpowiedz
  5. Jacek

     /  22/07/2014

    Szymon zachwalałeś tak Leuchtturm’a 1917 więc go kupiłem tydzień temu…rozczarowałem się kiedy go otworzyłem :( szwy słabo ściśnięte i kartki były luźne a od środka widać było grzbiet…masakra…
    40 złotych poszło mi w błoto…od dziś będę wszystkim odradzał zakup notesów czy kalendarzy tej firmy…Moleskine może nie jest idealny ale przynajmniej zszyty jak należy.

    Porażka a nie notes…niby firma niemiecka a strasznego gówno…sorry za wyrażenie…

    Odpowiedz
    • Reklamuj koniecznie. Ja takich problemów nie miałem. Z tego co piszesz to wychodzi na to, że notes jest w złym stanie. Nie powinien tak przecież wyglądać, żeby kartki były luźne.

      Odpowiedz
  6. Jacek

     /  23/07/2014

    Nie będę już go reklamował bo to bezsensu, po prostu już nigdy nie kupię notatnika czy kalendarza z tej firmy. Pozostanę przy Moleskinach :)
    Hasło: Details make all the difference – bardziej pasuje do Moleskine’a niż do Leuchtturm 1917. Dziwi mnie to ponieważ myślałem że skoro Niemiecka firma to będzie coś trwałego i mocnego, wyszło że to syf a Włosi i Chińczycy okazali się lepsi :)

    Niemcom już podziękujemy :)
    Pozdrawiam. Ogólnie fajny blog ;)

    Odpowiedz
  7. Michał

     /  25/07/2014

    Ja polecam jak najbardziej firmę Leuchtturm 1917 i odnalazłem sklep internetowy z pełnym asortymentem tej firmy jak by ktoś szukał jeszcze innych produktów tej firmy. http://www.latarniamola.pl

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: