Luźne przemyślenia po prezentacji na WWDC

Po poniedziałkowej konferencji, która odbyła się podczas tegorocznego WWDC każdy ma jakieś przemyślenia. I ja także postanowiłem napisać o swoich. Ale spokojnie, nie będę Was zamęczał sprawami oczywistymi. Tak samo jak Miłosz Bolechowski z Fabryki Pikseli skupię się na rzeczach, które mnie zaintrygowały.

Pierwsza, to nowy MacBook Pro. A właściwie jego boczne wloty powietrza. Już w czasie konferencji miałem okazję przeczytać wpisy na twitterze, brzmiące mniej więcej tak: „Te wloty powietrza z boku MacBooka Pro, to nie Steve Jobs”. Mówiąc szczerze, też coś takiego pomyślałem. Steve najprawdopodobniej nie zgodziłby się na tego typu rozwiązanie. Oczywiście możemy tylko gdybać, ale jest to bardzo prawdopodobne. Ponoć podczas projektowania pierwszego Macintosha inżynierowie w tajemnicy przed Jobsem montowali w komputerach wentylatory, bo ten w ogóle ich tam sobie nie życzył. Oczywiście w tamtych czasach kompletny brak wentylatorów w komputerach byłby dla nich zabójczy. Dosłownie. Ale Jobs miał inne wyobrażenie na temat projektowania komputerów. Na inne rzeczy zwracał uwagę. Pomyślałem więc, że jeśli to jest droga, którą podążać ma Apple bez Jobsa, to jestem jak najbardziej na tak. Droga bardziej racjonalna. Ktoś mógłby powiedzieć, że po linii najmniejszego oporu. Ale przecież tutaj chodzi o chłodzenie podzespołów – szalenie istotną rzecz, która w czasach Jobsa zawsze balansowała na krawędzi.

Druga rzecz także dotyczy nowego MacBooka Pro. Jego niezwykła smukłość i lekkość jest po części zasługą zastosowania podzespołów „szytych na miarę” dla tego laptopa. Jednak, jak nietrudno zauważyć, niesie to z sobą pewne konsekwencje. Jestem pewien, że zagraniczne portale już o tym napisały. Wygląda na to, że nowy nabywca MacBooka Pro z Retiną nie wymieni sobie ot tak ramu, czy dysku twardego. Dodatkowym problemem może być znalezienie odpowiednich podzespołów. Jakiekolwiek grzebanie w urządzeniu spowoduje zapewne utratę gwarancji. W swoim MacBooku Pro, po bodajże 3 latach użytkowania wymieniłem ram na nowy. Co będzie musiał zrobić użytkownik nowego MacBooka Pro? W przypadku ramu Apple od razu przy zakupie sugeruje, żeby zastanowić się nad tym, czy w przyszłości nie przyda się nam go więcej. Odpowiedź jest banalna – jeśli chcemy używać komputera dłużej niż dwa, trzy lata, to na pewno przyda nam się więcej ramu. Z drugiej jednak strony, dla nieco lepiej ogarniętego elektronika przelutowanie kości ram nie powinno stanowić zbyt wielkiego wyzwania. Prawda jest jednak taka, że nie wiem jak dokładnie wygląda ta konstrukcja, więc mogę tylko gdybać. Obawiam się, ale obym się mylił, że Apple w przyszłości pójdzie w tym kierunku ze wszystkimi swoimi urządzeniami. Niesie to bowiem za sobą naprawdę duże korzyści na poziomie konstrukcji urządzenia. A zatem użytkownik może być skazany na serwisowanie swojego sprzętu u oficjalnego przedstawiciela Apple. To oczywiście jest sytuacja bardzo korzystna dla firmy. Ba, śmiem stwierdzić, że być może więcej ludzi zacznie wykupować dzięki temu przedłużoną gwarancję Apple Care. Choć tak naprawdę liczę na to, że nowy MacBook Pro jest w końcu najlepszym MacBookiem od czasu przejścia Apple na Intele. I że nie będzie z nim problemów, które tyczyły się poprzedników. Żywię po prostu jakąś nadzieję, że te części „na miarę” są naprawdę dobrej jakości. Oczywiście wszystko zweryfikuje czas. Jednak zwyczajnie martwię się jak będzie wyglądał serwis. Szczególnie ten pogwarancyjny. Szczególnie w Polsce.

Podczas konferencji jeszcze kilkakrotnie mogłem przeczytać komentarze w stylu: „Dana rzecz? To nie Jobs”. Nie da się ukryć, Jobsa już nie ma w Apple. Trzeszczący mikrofon czy skacząca podczas Keynote kamera, to też nie Jobs. Widać, że brakuje w Apple perfekcjonizmu totalnego. Takiego aż do granic możliwości. Przesadzonego. Oczywiście, jak to się dzisiaj mówi, DNA Jobsa jest cały czas w Apple obecne. To również widać. W tej firmie cały czas są ludzie, którzy na co dzień z nim pracowali. I to przez dłuższy czas. I choć cały czas szalenie żal mi z tego powodu, że Steve’a już nie ma, to myślę po cichu, że to może firmie wyjść na dobre.

PS. Może nie każdego z Was to będzie bawić, ale ja uwielbiam tego typu rzeczy. Jeśli więc nie widzieliście rozpoczęcia prezentacji WWDC, to polecam :)

Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

2 Komentarze

  1. Dobry tekst, przyczepię się jedynie do „najmniejszej linii oporu” – nie ma czegoś takiego. Jest natomiast „linia najmniejszego oporu” :)

    Odpowiedz
  2. Dzięki za zwrócenie uwagi. Przyznam się, że mówię tak chyba dosyć często ;) Postaram się pamiętać. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: