Apple znowu je własny ogon? Trzeciej szansy nie będzie

Na temat nowego systemu od Apple napisano już w sieci wiele. Sam chciałem napisać kilka słów, ale tak naprawdę nic mi do nowego systemu. Dlatego ten tekst, będzie traktował bardziej o tym, dokąd Apple zmierza. O nowym systemie też napomknę. Na sam początek polecam przeczytać artykuły Miłosza Bolechowskiego i Przemka Pająka, prezentującego dwa odmienne stanowiska dotyczące nowego OS X. Ja jak zwykle, jestem po środku ;) Choć powiem otwarcie, nie podoba mi się to co Apple robi. Ale nie w kontekście nowego systemu. W kontekście tego, dokąd ta firma zmierza.

O obcinaniu różnych funkcji w programach Apple myślę i rozmawiam z Danielem, moim kumplem z podcastu maki talkie, już od dłuższego czasu. Jednak jakoś się nie złożyło, żebyśmy coś więcej powiedzieli o tym w samej audycji. Myśli te jednak nurtują nas już dosyć długo. Zdarzyło się więc wielokrotnie, że rozmawialiśmy o tym z różnymi ludźmi. I choć zdania są podzielone, to jednak większość dostrzega problem.

Jeszcze w 2007 roku, kiedy kupowałem swojego MacBooka Pro, Apple jawiło mi się jako sprzęt dla profesjonalistów. Taką też renomę firma faktycznie miała – z tego sektora wyrosła, począwszy od pierwszych komputerów jakie Apple sprzedawało w latach 80′. Kiedy kupowałem swojego pierwszego Maka, miałem głębokie przeświadczenie, że oto rzeczy takie jak obróbka wideo, audio, katalogowanie zdjęć, zrobię na moim Maku dużo szybciej i sprawniej niż na komputerze z Windowsem. Oto przecież do zakupionego Maka dostanę pakiet iLife, a w nim programy takie jak iMovie, iPhoto i Garage Band. Świetne programy wejściowe, w świat obróbki materiałów na użytek domowy, bądź też w kategorii początkującego amatora z zacięciem w kierunku profesjonalnym.

Dzisiaj okazuje się, że wcale nie jest tak różowo. iPhoto do katalogowania zdjęć się nie nadaje. Nie jestem super fotografem, szczerze powiedziawszy nie cykam też zbyt wiele zdjęć. Mimo tego iPhoto nie potrafi skatalogować moich fotografii tak, jakbym chciał. Wydaje się więc być zabawką dla dzieciaków i osób, które o obsłudze komputera mają blade pojęcie. Garage Band wydaje się być dobrym programem dla wszystkich, którzy chcą pobawić się w domowe studio nagrań, lub podcasting. Kolejne rozczarowanie. Garage Band nie jest programem złym, jednak jakakolwiek edycja materiału audio jest w tym programie katorgą. Brak podstawowych funkcji i dziwne ustawienia domyślne programu, które trzeba za każdym razem przestawiać, dodatkowo pogarszają sprawę. Darmowe Audacity okazuje się być dużo lepsze i tego właśnie programu z Danielem używamy do nagrywania naszego podcastu. iMovie? No cóż, mówiąc szczerze ja swoje filmiki składam właśnie w tym programie. Jednak dostarcza mi on coraz więcej frustracji i coraz częściej zastanawiam się i rozglądam nad alternatywą. A wierzcie mi, że nie robię nic nadzwyczajnego. Ot podstawowy montaż.

Jakie więc mam wyjścia? Aplikacje profesjonalne od Apple? Aplikacje profesjonalne, kosztujące przeważnie niemałe pieniądze. Aperture sprawdza się u mnie całkiem sprawnie, choć to kolos na glinianych nogach. Działa topornie. Poza tym, nie znam ani jednego profesjonalnego fotografa, pracującego na komputerach Apple, który wybrałby właśnie ten program. Większość korzysta z Lightrooma od Adobe. Final Cut? Ten program kosztuje spore pieniądze, a nadaje się, tak prawdę mówiąc, dla kogoś takiego jak ja. Profesjonaliści ostatniego Final Cuta nawet nie dotykają. Pracują albo na avidzie, albo innych programach. Ewentualnie na starszych wersjach Final Cuta. Logic? Póki co jest to jedyna aplikacja, która jakoś trzyma ten segment profesjonalny Apple. Ale chyba już niedługo. Wraz z pojawieniem się Logica w Mac App Store, wykastrowano ten program z dodatków znanych z wersji Studio. Ponieważ Logic nie należy do programów tanich, to wydaje mi się, że świat profesjonalistów dużo częściej będzie sięgał po inne rozwiązania, choćby Pro Tools. Póki co jednak, Logic nadal cieszy się dużą renomą. Jako ostatnia z profesjonalnych aplikacji Apple.

Zapomniałbym, jest jeszcze pakiet iWork. Kiedyś iWork aspirował do miana pakietu Office od Apple, dzisiaj chyba nawet nie aspiruje. Wiem dobrze co mówię, pisałem w Pages pracę magisterską o objętości ponad 100 stron. Tak samo Numbers nie jest w stanie zastąpić nam Excela, natomiast Keynote został już dogoniony przez Power Pointa i wszystkie bajeranckie przejścia i wstawki możemy sobie w programie Microsoftu zrobić.

Sam jestem zdziwiony, jaki obraz Apple właśnie nakreśliłem. Oto bowiem firma, która kiedyś była utożsamiana z rynkiem profesjonalnym, dzisiaj wydaje się kompletnie zapominać o potrzebach użytkowników tego segmentu. Po co więc jakakolwiek firma ma kupować Maki, skoro pakiet Office, Pro Tools, czy avid, są dostępne także na Windowsa? Jaki jest sens kupowania Maka do zastosowań domowych, skoro wszystko czego mi potrzeba, znajdę na dużo tańszym sprzęcie pracującym pod kontrolą systemu Windows? Że niby rozwiązania Apple są tak proste i przystępne, że starsze panie będą mogły używać Maków? A po co starszej pani Mak? Jej wystarczy iPad. W dodatku sporo gotówki zostanie dzięki temu posunięciu w jej portfelu. Powiem szczerze, dużo się ostatnio zastanawiałem nad komputerami Apple i gdybym obecnie miał wymienić sprzęt, to nie wiem czy zdecydowałbym się na ten z logo nadgryzionego jabłka.

Póki co cieszę się, że mogę korzystać z Mobile Me i łatwo synchronizować swojego iPhone’a z komputerem. To jedna z wielkich zalet, jakie wynikają z korzystania z kilku urządzeń Apple. Ale już bardzo niedługo ta możliwość zostanie mi zabrana, ponieważ na komputerze mam zainstalowany system Snow Leopard. No i cały ekosystem diabli wezmą, a ja będę wszystko synchronizował po kablu jak troglodyta. Rozumiem pewne sprawy techniczne, rozumiem też, że Apple chce wymusić na użytkownikach upgrade systemu. Jednak nie będę wymieniał oprogramowania tylko po to, żeby mieć dostęp do iCloud. To bez sensu. Mnie na Snow Leopardzie jest bardzo przyjemnie. Tym samym Apple pokazuje mi środkowy palec, ale wiedziałem, że prędzej czy później to nastąpi.

Jeśli chodzi o sam system, to z jednej strony uważam, że w 10.8 będzie kilka ciekawych funkcji, z drugiej jednak… czy dodanie do systemu notatek, przypomnień i funkcji publikowania treści na twitterze bezpośrednio z poziomu przeglądarki to jest powód, żeby wypuszczać na rynek nowy system? Nieważne jaka będzie cena nowego systemu, powinien on wnosić coś istotnego. A tak, to jest tylko „service packiem”. W przypadku Leoparda i Snow Leoparda zmiany były dużo bardziej istotne i faktycznie wpływały na pracę z komputerem. Quick Look, Spaces, Boot Camp, Time Machine – to są funkcje, które wpłynęły na to jak użytkownicy korzystają z Mac OS X. Ale przypomnienia? Notatki? Jaja sobie robicie?

Nie chcę wyjść na malkontenta, ale po prostu większość nowości w 10.8 jest śmiesznych. Przypomnienia czy notatki w Mountain Lionie, dla kogokolwiek kto che naprawdę ich używać, nie nadają się do niczego. Tak samo jak te podstawowe z iOS. Można sobie coś tam w nich trzymać na szybko, ale poza tym… Zresztą spytajcie obrońców funkcji nowego Lwa, z czego korzystają (o ile posiadają urządzenia z iOS) do notatek i przypomnień ;) Najfajniejszą funkcją wydaje mi się być Notification Center. Poza tym, nic mnie nie rusza. Co, jeszcze raz podkreślam, nie znaczy, że zmiany nie są fajne. Tylko żeby od razu robić z tego nowy system?

Bardzo ciekawa jest natomiast sprawa zniknięcia z nazwy systemu przedrostka Mac. Teraz to już tylko OS X. Czy więc szykuje się coś spektakularnego? Czy może nadejdzie czas, że iOS i OS X spotkają się i zarówno urządzenia mobilne jak i komputery będą działały pod tym samym systemem? Historia pokazuje, że Apple nie na darmo bawi się nazwami – jak chociażby kiedy firma przestała być Apple Computer Inc. a zaczęła być Apple Inc. Nie ukrywam, że pełny OS X na iPadzie byłby niesamowicie ciekawą rzeczą. Narazie jednak, nie ma co liczyć na cuda, bo nie stanie się to na pewno ani w tym roku, ani raczej w kolejnym.

Wracając jeszcze do samego systemu, Miłosz w swoim tekście stwierdza, że zmiany nie mają jakiegokolwiek wpływu na działanie systemu i obsługiwanie na nim aplikacji typu pro. I uważam, że ma rację. Tym samym obala twierdzenia Przemka, że cokolwiek w systemie przeszkadza w jego działaniu i z tym stwierdzeniem też się zgadzam. Jednocześnie wydaje mi się, że nowy system nie za bardzo może w jakikolwiek sposób przeszkadzać użytkownikowi, ponieważ nie wnosił do gry kompletnie nic nowego. Nie ma w tym oczywiście nic złego, bo przecież nikt nie może co roku odkrywać świata na nowo. Jednak może się wydawać, że Apple zwyczajnie stoi w miejscu. A konkurencja nie śpi. Wręcz przeciwnie, robi wszystko żeby przegonić Apple. Najlepszym dowodem na to jest według mnie system mobilny Android, który na dobrym urządzeniu działa rewelacyjnie i stanowi naprawdę dużą konkurencję dla iPhone’a. Pomimo tego, że na początku Apple śmiało się w głos, jak to Google z nich zżyna.

Co  się więc dzieje w Apple? Według mnie odpowiedzią jest zdanie, które znalazłem w tekście Miłosza. Okazuje się, że Apple w 2011 roku sprzedało więcej urządzeń z iOS niż Maków przez ostatnie 28 lat. Imponujące? Tak. Przestaje dziwić upodabnianie systemu do iOS i upraszczanie jego obsługi? Zdecydowanie. Ktoś w Cupertino poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że trzeba dać ludziom to, co już dobrze znają. To ich na pewno przekona do Maków. Zaczną ich używać i w końcu wypłyniemy na szerokie wody. Tyle, że jak widać osoba ta, nie pomyślała całościowo o sytuacji rynkowej Apple. Według mnie scenariusz popularyzacji systemu w ten sposób nie ma najmniejszych szans. Bowiem firma chce się wypromować i zwiększyć udział w rynku, oferując urządzenia i programy dla mas, jednocześnie inkasując kupę kasy za sprzęt. No to albo dla mas, albo exclusive. Jeśli Apple myśli, że grupa naiwniaków, którzy kupią ich sprzęt tylko dla lansu będzie cały czas rosła, to się przeliczą. Ludzie to nie naiwna masa. Konsumenci myślą, a korporacjom wydaje się, że nie myślą. W końcu każdy zacznie sobie zadawać pytania: po co? dlaczego? A geeków Apple już dawno straciło i chyba nigdy nie dane im będzie odzyskać prawdziwych zapaleńców. Ci dzisiaj mają chociażby w pełni darmowe Ubuntu.

Ciekawym krokiem za to, wydaje mi się wejście na rynek podręczników i edukacji, o którym traktowała ostatnia konferencja Apple. To rynek bardzo lukratywny. I nie jest prawdą, że dla nas w Polsce to wydarzenie nie ma żadnego znaczenia. Wróć. To wydarzenie powinno mieć dla nas w Polsce znaczenie. To co się dzieje u nas z edukacją to parodia. Podczas konferencji Apple prezentowało rankingi, w których Polska wyprzedzała UK i USA w umiejętnościach czytania i pisania jakie posiadają dzieci w podstawówce. Śmiałem się w głos mówiąc szczerze, kiedy w Internecie pojawiały się opinie, że u nas jest lepiej niż w Anglii i Stanach i mamy lepszy system edukacji. Tak, jesteśmy przed UK i USA, tylko porównajcie sobie liczbę imigrantów u nas i u nich. I wszystko na ten temat. Bo w Stanach analfabetyzm i problemy w nauce, nie dotyczą ludzi z choćby średnim wykształceniem, mieszkających w Ameryce od kilku pokoleń. Wręcz przeciwnie, są to problemy głównie imigrantów z Ameryki Południowej, i niewykształconych afro amerykanów, którzy całe życie uczą się tylko jak nabijać państwo w butelkę (żeby była jasność, nie wrzucam wszystkich do tego samego worka, mówię jedynie o niewykształconych). Jaki u nas jest procent imigrantów, jaki w tych krajach? Jest więc się z czego cieszyć? Raczej nie, bo kilka miejsc przewagi oznacza tak naprawdę, po uwzględnieniu różnic, że jesteśmy w głębokiej d. I tu mówimy jedynie o szkolnictwie w stopniu podstawowym, bo jeśli chodzi o szkolnictwo wyższe, to już w ogóle nie mamy o czym dyskutować. Ale Apple jest znane z tego, że podczas swoich konferencji interpretuje statystyki tak, aby robiły odpowiednie dla danej sytuacji wrażenie. W tym wypadku bez wątpienia chodziło o to, aby pokazać jak mizerna jest sytuacja w Stanach i jak pięknie Apple ją naprawi.

Podsumowując ten długi elaborat jaki mi wyszedł, sam jakby patrzę na to, że można by mnie uznać za jakiegoś hejtera. Zaręczam, że tak nie jest. Nadal lubię sprzęt Apple. Niestety, nie tak jak kiedyś. Niestety dla Apple oczywiście. Ile osób mojego pokroju Apple traci przez swoją dziwną strategię rynkową? Podejrzewam, że więcej niż się komukolwiek może wydawać. Ale managerowie z Cupertino skupiają się teraz na czym innym. Główny dochód firma czerpie z urządzeń mobilnych. Trudno się dziwić takim, a nie innym zagrywkom. Problem polega na tym, że Apple jakby się zachłysnęło swoim sukcesem i zarządzający firmą zaczęli tryumfalnie krzyczeć „tam, tam musimy biec, w tym kierunku”. Moim skromnym zdaniem, Apple powtarza swoje błędy. Znowu jest na fali i znowu może sromotnie spaść na samo dno. Fala, jak to każda fala, kiedyś się skończy i sytuacja się uspokoi. A wtedy trudno się będzie Apple odnaleźć w rzeczywistości, kiedy nie ma ich co pchać do przodu. Żeby tylko za parę lat Tim Cook nie powiedział, że dla nich Macintosh to hobby, takie jak Apple TV… Oczywiście to tylko dywagacje, wcale nie musi tak być. Przyszłość jest nieodgadniona, a plany kierowników Apple nieznane. Jednak kierunek w którym Apple wydaje się zdążać, mnie się nie podoba. Jedno jest pewne. Steve Jobs po raz kolejny nie wyciągnie Apple z dna.

Dodaj komentarz

7 Komentarzy

  1. Szymku to naprawdę Twój tekst?
    dziś to czytałem, ale z przekierowania na applefobii ;)
    bardzo dobrze napisany, merytoryczny i wyważony tekst… gratuluję

    Odpowiedz
  2. Tak piracie, mój :) Dziękuję. Choć wytknięto mi zbyt małą ilość argumentów. Trochę racja, mogłem więcej. Tylko czy jest sens? Każdy ma przecież swój rozum :)

    Odpowiedz
  3. Aperture sprawdza się u mnie całkiem sprawnie, choć to kolos na glinianych nogach. Działa topornie. Poza tym, nie znam ani jednego profesjonalnego fotografa, pracującego na komputerach Apple, który wybrałby właśnie ten program. Większość korzysta z Lightrooma od Adobe.

    Wcześniej wspominasz, że jeżeli chodzi o zdjęcia to głównie chodzi Ci o ich katalogowanie. Jakich więc funkcji wymagasz od programów fotograficznych w tym zakresie, że nie spełnia ich iPhoto, a daje Ci je Aperture? Aperture z natury jest kobylastą aplikacją, a na domiar złego mimo wszystko duża część użytkowników Maców to tzw. switcherzy, którzy przyzwyczajeni są do pakietu Adobe. Czemu więc mają wybierać program konkurencji jak w swoim czują się jak ryba w wodzie? Poza tym to, że iPhoto do Ciebie nie trafił to nie oznacza, że nie trafia do innych. Sam znam wielu użytkowników, którzy używają iPhoto i wymieniają go jako zaletę przejścia z Windowsa.

    Sam jestem zdziwiony, jaki obraz Apple właśnie nakreśliłem. Oto bowiem firma, która kiedyś była utożsamiana z rynkiem profesjonalnym, dzisiaj wydaje się kompletnie zapominać o potrzebach użytkowników tego segmentu. Po co więc jakakolwiek firma ma kupować Maki, skoro pakiet Office, Pro Tools, czy avid, są dostępne także na Windowsa? Jaki jest sens kupowania Maka do zastosowań domowych, skoro wszystko czego mi potrzeba, znajdę na dużo tańszym sprzęcie pracującym pod kontrolą systemu Windows? Że niby rozwiązania Apple są tak proste i przystępne, że starsze panie będą mogły używać Maków? A po co starszej pani Mak? Jej wystarczy iPad.

    Wszystkie narzędzia profesjonalne lub ich odpowiedniki na platformie Windows są dostępne od ładnych paru lat, a mimo wszystko udział Maców rośnie. Dlaczego? Bo mimo wszystko ludzie lubią dopłacać do lepszego komfortu użytkowania w systemie operacyjnym, czy komputerów, które są lepiej wykonane. Co z tego, że na Windowsie da się zrobić to samo, ale mimo wszystko odczucia jakie wywołuje ten system nie są tak bardzo przyjacielskie. Nie rozprasza Cie 1000 komunikatów, nie przejmujesz się instalacją sterowników, a nawet strony przegląda się lepiej na Macu, bo czcionki są bardziej wygładzone i na gładziku czy na Magic Mouse scrollowanie nie skacze jak na Windowsie. Wymieniłem tylko 3 powody, a jest ich multum. Czemu jednak nie skusić się na iPada? Bo on ma swoje ograniczenia, nie zawsze nada się jako jedyny komputer i tyle.

    Póki co cieszę się, że mogę korzystać z Mobile Me i łatwo synchronizować swojego iPhone’a z komputerem. To jedna z wielkich zalet, jakie wynikają z korzystania z kilku urządzeń Apple. Ale już bardzo niedługo ta możliwość zostanie mi zabrana, ponieważ na komputerze mam zainstalowany system Snow Leopard. No i cały ekosystem diabli wezmą, a ja będę wszystko synchronizował po kablu jak troglodyta. Rozumiem pewne sprawy techniczne, rozumiem też, że Apple chce wymusić na użytkownikach upgrade systemu. Jednak nie będę wymieniał oprogramowania tylko po to, żeby mieć dostęp do iCloud. To bez sensu. Mnie na Snow Leopardzie jest bardzo przyjemnie. Tym samym Apple pokazuje mi środkowy palec, ale wiedziałem, że prędzej czy później to nastąpi.

    Więc pomyśl o przesiadce na Gmail + Dropbox. Za darmo pozwalają na korzystanie z maili, kontaktów, kalendarzy, dokumentów oraz wymiany plików. Apple nie wydało jeszcze aktualizacji, która by zablokowała możliwość użytkowania tych serwisów, a czemu się dziwić, że wolą rozwijać nowe, a nie skupiać się nad czymś co będzie odchodziło do lamusa prędzej czy później? Tak jest z każdą rzeczą, nie tylko u Apple. Rozwijane są nowe produkty, klienci muszą się albo przesiadać na nowe zabawki, albo korzystać z tych dobrodziejstw, które im zostały.

    Jeśli chodzi o sam system, to z jednej strony uważam, że w 10.8 będzie kilka ciekawych funkcji, z drugiej jednak… czy dodanie do systemu notatek, przypomnień i funkcji publikowania treści na twitterze bezpośrednio z poziomu przeglądarki to jest powód, żeby wypuszczać na rynek nowy system?

    Może te 3 funkcje nie są na tyle istotne, ale ja zapłacę za 10.8 chociażby dla możliwości skorzystania z AirPlay i „Powiadomień” (Growl mnie zaczyna irytować). „Aktualizacje” systemu nie są na tyle drogie (patrz w porównaniu do Windowsa) i jestem na tyle pełny uznania dla samej firmy, że chętnie dołożę się do chleba dla programistów którzy tworzą ten system.

    Zresztą spytajcie obrońców funkcji nowego Lwa, z czego korzystają (o ile posiadają urządzenia z iOS) do notatek i przypomnień ;) Najfajniejszą funkcją wydaje mi się być Notification Center. Poza tym, nic mnie nie rusza. Co, jeszcze raz podkreślam, nie znaczy, że zmiany nie są fajne. Tylko żeby od razu robić z tego nowy system?

    Nie posiadam obecnie żadnego urządzenia z iOS i również nie zamierzam korzystać z tych iOSowych aplikacji nawet jeśli w jakieś się wyposażę. Korzystam z zadowoleniem z dodatków jakie wniósł „stary” Lew i nie widzę prywatnie już chęci powrotu do Snow Leoparda. Liczę że w przypadku Mountain Liona będzie podobnie (funkcji z których skorzystam będzie więcej niż te, które obecnie się promuje).
    Nie chcę już cytować dalszych fragmentów tekstu. Swoje zdanie na temat Liona wypowiedziałem powyżej. Dalej byłaby tylko dywagacja bo co chce zrobić danymi krokami Apple to tylko samo Apple wie najlepiej. Steve Jobs już nie wejdzie na scenę i w razie jakichś wpadek nie naprawi wszystkich błędów firmy, ale nie oszukujmy się, umarł na tyle niedawno, że teraz to co się dzieje to też poniekąd jego działania. Poza tym ciężko spekulować czemu nowe systemy Mac OS X nie są tak innowacyjne jak np. Windows 8, ale czemu nie przyjąć, że to po prostu dokładne wyliczenia, których trzymają się menedżerowie firmy? Kto lubi zrywać z tradycjami i wchodzić w nieznane od tak? Ja o ile lubię interfejs Windows Phone’a (sam jestem użytkownikiem), tak testując betę Windowsa 8 cieszyłem się, że zainstalowałem ją na wirtualnej maszynie i będę ją mógł bez problemu usunąć. Nie chodzi o brak stabilności, który jest jeszcze zrozumiały, po prostu nie pasuje mi nowy, jakże innowacyjny interfejs w wykorzystaniu w systemach desktopowych.

    Reasumując mój komentarz. Każdy ma swoje zdanie, każdy wie co dla niego dobre. Myślę, że i takie Apple ma wliczone w ryzyko odejście niezadowolonych klientów do konkurencji, ale też liczy, że i Ci niezadowoleni Windowsiarze przejdą na Maca. Taki jest biznes, my tego nie zmienimy, ale nadal mamy wybór i używajmy tego co nam odpowiada. Ja mimo wszystko jeżeli chodzi o komputery to prywatnie na chwilę obecną nie myślę o powrocie do Windowsa czy innych systemów operacyjnych (i nic nie zapowiada zmiany tego myślenia). Jest to spowodowane tym, że wszystko czego potrzebuje mam na Macu, komputer i system bez przykrych niespodzianek, jestem świadom niedogodności i spodziewam się sam, że za 4-5 lat będę musiał wymienić swój komputer nawet jeśli będzie sprawny i będzie mi wystarczał.

    Odpowiedz
  4. Szymonie, wydaje mi się, że nader trafnie wyłuszczyłeś meritum obecnej polityki apple i ciężko z tym polemizować, nawet z kontekście użytych i zanegowanych przez adwersarzy argumentów…

    Sam przez wiele lat utożsamiałem sprzęt apple z rynkiem profesjonalnym i obecna degradacja prestiżu apple, objawiająca się skłonem w stronę łatwego i niewymagającego rynku produktów dla amatorów – zaczyna coraz dotkliwiej mnie razić…
    skoro za te same pieniądze, których żąda apple można kupić sprzęt o znacznie lepszej konfiguracji, mający dopracowany, uniwersalny i co najważniejsze kompatybilny i wyznaczający ogólnie obowiązujące standardy system operacyjny – to rodzi się pytanie, po co kupować Maca i przepłacać za wykastrowane jabłuszko?

    Degradacja funkcjonalności urządzeń i niezrozumiałe upraszczanie oprogramowania apple aż razi… razi tym bardziej, że kierunek który obrało apple, zmierza w stronę oferowania maksymalnie uproszczonych urządzeń (niemal dla troglodytów), nie wymagających myślenia i elementarnej wiedzy – ale za to wymagających tony niezbędnych dodatków, mających przybliżyć pod względem funkcjonalności urządzenia apple do produktów konkurencji – gdzie kupę dodatków dostajemy bezpłatnie w standardzie…
    odnoszę wrażenie, że apple ma swoich klientów za idiotów – oferując coraz częściej rozwiązania sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i podstawami ekonomii…

    niech nam apple nie mydli oczu minimalizmem i pięknym designem swoich produktów, bo dla wielu ludzi wygląd jest w przypadku narzędzia do pracy najmniej istotnym kryterium stanowiącym o jego wyborze… szczególnie gdy podliczyć ile dodatkowo trzeba będzie wydać na niezbędne akcesoria i wątpliwej jakości oprogramowanie, pozyskiwane jedyną słuszną drogą…

    ogrodnik.january z applefobii określił kiedyś to zjawisko mianem „kultystów zamkniętych w rezerwacie apple”… oczywiście każdy ma wolną wolę na co wydaje swoją ciężką kasę, ale sądząc po ogromnych i stale rosnących przychodach apple za sprzedaż każdej pierdoły, chętnych do wydojenia nie brakuje i raczej prędko nie zabraknie… ;)

    Odpowiedz
  5. Krzysztof, jeśli chodzi o katalogowanie fotografii to po prostu Aperture lepiej mi podeszło, to czysto osobiste preferencje. Nie wymagam tak naprawdę wiele i zdaję sobie sprawę, że podstawowe funkcje tagowania z Aperture są dostępne w iPhoto. Bardziej chodziło o foldery. Po prostu w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że mam zbyt wiele zdjęć i iPhoto ich nie ogarnia tak jakbym chciał. A co do faktu, że wiele osób zostaje przy Lightroomie po przesiadce z Windowsa, to powiem szczerze, że nie pomyślałem o tym. Jest to istotny argument.

    Zgadzam się odnośnie komfortu użytkowania i nie kryję tego, że cały czas lubię i pozostaję na Mac OS X. Jednak moim zdaniem także OS X dostało jeśli chodzi o komfort użytkowania, po tyłku ostatnimi czasy. Safari ostatnio wkurza mnie nieustannie i najprawdopodobniej przerzucę się na coś innego. Używając Fire Foxa nie mam żadnych problemów. Więc nie można tu mówić, że mam starego kompa, więc coś mi się tnie. To jeden z przykładów. Osobiście bardzo mnie boli, że w Mac OS 10.7 Apple zabrało Spaces. Ale to znowu moje osobiste zdanie. Jestem do Spaces po prostu strasznie przyzwyczajony i niesamowicie usprawnia to moją pracę. I znalazłoby się kilka takich dupereli po prostu, które w tej chwili podczas korzystania z Maka mnie irytują. Kiedyś tego nie było. I biorę pod uwagę to, że mam już ponad 4-letniego MBP. Rozumiem, że np. materiału HD sobie komfortowo nie pomontuję, ale nie tłumaczy to wcale innych problemów.

    Więc pomyśl o przesiadce na Gmail + Dropbox.

    Tak właśnie chyba będę musiał zrobić, choć powiem szczerze, że po prostu rozwiązania Apple były dla mnie bardzo dobre i wygodne. Żałuję, że udupili tak trywialną rzecz, żeby zmusić ludzi do przesiadki na nowy system. Z biznesowego punktu widzenia to rozumiem. Jako użytkownik nie mogę powiedzieć, żeby to było przyjemne.

    Może te 3 funkcje nie są na tyle istotne, ale ja zapłacę za 10.8 chociażby dla możliwości skorzystania z AirPlay i “Powiadomień” (Growl mnie zaczyna irytować). “Aktualizacje” systemu nie są na tyle drogie (patrz w porównaniu do Windowsa) i jestem na tyle pełny uznania dla samej firmy, że chętnie dołożę się do chleba dla programistów którzy tworzą ten system.

    Ja siedzę na 10.6 i na obecnym kompie już dalej nie pójdę. Nie ze względu na ograniczenia harware’owe (wystarczyłoby dokupić magic trackpad), ale ogólne zadowolenie ze Snow Leoparda. Co do powiadomień, to jak mówiłem, są jedyną rzeczą, która wydaje mi się istotna w 10.8. AirPlay mnie nie jara zbytnio, bo to nie będzie działało z każdym telewizorem. Trzeba by więc kupić telewizor specjalnie pod komputer, co dla mnie jest chore. Ale jeśli ktoś akurat wymianiał telewizor i pomyślał o tym fakcie i teraz ma taki z AirPlay to oczywiście, jest to bardzo przyjemna funkcja.

    Ja myślę, że jeśli jesteś zadowolony z 10.7 to z 10.8 także będziesz. Ja pewnie gdybym się przesiadł to po pewnym czasie także bym przywykł, ale jednak nie czuję potrzeby codziennej irytacji przez miesiąc czasu tym, ze system nie działa tak jak się do tego przyzwyczaiłem.

    Co do spuścizny Steve’a to myślę, że z jednej strony masz rację, że jeszcze długo będzie ona obecna w produktach Apple. Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że już na kilka lat przed śmiercią Steve zbastował, ponieważ zwyczajnie nie dawał rady robić tego wszystkiego tak jak wcześniej. I piszę to pełen podziwu, że praktycznie do samego końca wytrwał na stanowisku.

    Jeśli chodzi o przesiadkę, to ja niestety wchodzę w ten okres, kiedy muszę zacząć myśleć o wymianie komputera. Szczególnie, jeśli za pewne rzeczy będę się chciał wziąć na bardziej profesjonalnym i zawodowym polu. I tutaj nie kryję, że po prostu cena jest ważnym czynnikiem. Gdybym miał ot tak wydać 10 tys. to pewnie bym się nie zastanawiał, poszedł do salonu Apple, wyciągnął kartę kredytową i kupił to co mi odpowiada. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że po prostu sprzęt jaki mi odpowiada, to nie jest najniższy przedział cenowy oferowany przez Apple, ale właśnie droższe konfiguracje. Stąd biorą się też moje osobiste przemyślenia i myślę, że to istotny fakt w tej całej dyskusji.

    Apple na pewno ma wszystko dobrze skalkulowane, ale po prostu na pewnych rzeczach moim zdaniem mogą się przejechać i tyle. Bo mimo wszystko kupując tak drogi sprzęt konsument oczekuje odpowiedniej do ceny jakości, a tej ostatnimi czasy brakuje Apple coraz częściej. Jakieś dziwne problemy z matrycami, etc. To nie jest coś, co powinno spotykać nabywców sprzętu za tyle kasy. A nieporadność polskich resellerów dodatkowo pogarsza sprawę, bo jak się okazuje trzeba być albo upierdliwym klientem, albo kogoś znać żeby coś nam załatwił, żeby naprawa/wymiana poszła tak jak trzeba. To nie jest jakość, do jakiej Apple nas przyzwyczaiło. To nie są standardy jakie powinien mieć sprzęt tej klasy.

    piracie, ja powiem Ci wprost, że nadal mam jakiś sentyment do produktów Apple. Mój stosunek myślę, że wyklaruje się jeszcze bardziej po przeczytaniu powyższej części komentarza. Każdy ma swoje zdanie, ja naprawdę jestem gdzieś bliżej środka, kiedy weźmiemy z jednej strony zagorzałych zwolenników, z drugiej przeciwników Apple. Nadal na tym sprzęcie pracuje mi się dobrze. Co wcale nie przeszkadza mi mieć wielu wątpliwości w kwestii rozważania kolejnego zakupu. Sam ze swoim MBP miałem sporo przejść – padła mi karta graficzna, klawiatura przestała działać, napęd nie chciał działać. Wszystko za free zostało ogarnięte, ale jednak jak z kimś rozmawiam, szczególnie z moim przyjacielem, lub bliższymi znajomymi, to mówią wprost: jak Ty mógłbyś komukolwiek ten sprzęt polecić po tym co sam przeszedłeś. No i prawda jest taka, że nie mogę. Bo co, potem ktoś do mnie przyjdzie i powie, że kupił iMaka za 8 tys. i ma jakieś przebarwienia, martwe piksele, a serwis go olewa? I co, będę załatwiał każdemu po znajomości serwisanta i kombinował jak koń pod górę. Dlatego prawda jest taka, że nie polecam nikomu sprzętu Apple. Moim znajomym mówię szczerze dlaczego lubię sprzęt Apple, ale jednocześnie mówię szczerze o moich przejściach i jakie ma wady. Większość nie decyduje się na zakup jabłuszka. Bardzo ważnym argumentem zawsze jest cena. Za to moje użytkowanie iPhone’a sprawiło np. że kumpel kupił sobie bardzo fajny telefon HTC z Androidem :) I bawiłem się nim i też mi się podobał. Dlatego nie uważam rozwiązań innych firm za gorsze od Apple. Trzeba tylko odpowiednio dobrać hardware do softu i wszystko śmiga jak należy.

    Widzisz, kilka osób zarzuciło mi, że tym wpisem wylewam swoje żale jakie mam do Apple. A tymczasem ten tekst jest o czymś zupełnie innym. Tak go przynajmniej pisałem i tak odbieram. Z biznesowego punktu widzenia wiem, że pewne rzeczy są nieuniknione. Pisałem niedawno (w grudniu skończyłem) pracę magisterską na temat strategii produktowej Apple. Więc naprawdę wiem na ten temat dużo i są to dane aktualne :) Apple pomimo kolorowania statystyk podczas prezentacji, nie prezentuje swoim udziałem w rynku żadnych rewelacyjnych rzeczy. Smartfonów z Androidem jest ponad dwa razy więcej ilościowo niż tych z iOS. Znienawidzony przez wielu, nieintuicyjny Symbian nadal jest porządnie z przodu przed Apple. Blackberry, z którym tak chętnie porównuje się Apple, jest tuż tuż za nimi. Dane globalnego udziału w rynku z kilku niezależnych źródeł. Jeśli chodzi o ilościowe dane sprzedażowe pod kątem sprzedawanych marek, a nie systemu operacyjnego (cały czas mówimy o smartfonach jedynie) to Apple ciągle jest daleko z tyłu za Nokią i Samsungiem. Wyprzedza ich nawet LG, które według mnie nie produkuje specjalnie udanych smartfonów. O czym to świadczy? O tym, że jednak ludzie wcale nie są naiwni. Ci, którzy znają się trochę bardziej na rzeczy, poczytają przed zakupem telefonu odpowiednie fora i wybiorą taki model aparatu, na którym Android będzie działał dobrze. Reszcie wystarczy telefon dotykowy bez żadnych zaawansowanych funkcji, byleby mieć dotykowy, który jest cool ;) Ludzie wcale nie kwapią się tak bardzo do Apple. Jasne, ich udział w rynku rośnie, ale nadal kluczowym elementem jest cena, która po prostu powoli przestaje w przypadku Apple odzwierciedlać jakość produktów. I moim zdaniem to jest problem Apple. O tym jest właśnie ten tekst. To w tym kontekście może im się powinąć noga. Bo profesjonaliści są w stanie zapłacić więcej za sprzęt, którego są pewni. Ja nie jestem profesjonalistą, ale jestem w stanie wydać więcej kasy, jeśli naprawdę wierzę, że dany zakup jest lepszy jakościowo od opcji tańszej. Mam tak ze wszystkim – czy mówimy o komputerach, gadżetach, telefonach, ciuchach, czy perfumach :) Dbam o swoje rzeczy i jakość jest dla mnie kluczowym czynnikiem. Widzę, że dobre jakościowo rzeczy służą mi dłużej i mam większą radość z ich użytkowania. Jednocześnie kasa w nie włożona mi się zwraca, ponieważ użytkuję je dłużej, niż coś o niskiej jakości, co zużywa się szybko. Jeśli chodzi o Apple, to po prostu przestaję im ufać i tyle. I myślę, że właśnie takich klientów jak ja Apple teraz traci. Jednocześnie wydaje mi się, że jest to ten typ klienta, jaki każda firma uwielbia i bardzo sobie ceni. Bo klient tego typu jest wierny marce, jeśli jest zadowolony. Jasne, idą w kierunku gdzie w tej chwili jest najwięcej kasy. Ale tak jak pisałem, to jest trend. A ten trend się kiedyś skończy. Wtedy będą chcieli zabiegać o zaufanie ludzi mojego pokroju, ale jeśli je stracą, to odzyskanie takiego zaufania zajmie bardzo dużo czasu.

    Odpowiedz
    • „Widzisz, kilka osób zarzuciło mi, że tym wpisem wylewam swoje żale jakie mam do Apple. A tymczasem ten tekst jest o czymś zupełnie innym.”

      Szymku wydaje mi się, że wyraziłeś się dostatecznie jasno i żaden średnio rozgarnięty czytelnik nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem, co jest tematem powyższej rozprawy…
      ale jeśli ktoś przerasta ogarnięcie tak czytelnego przekazu… no cóż… fakty też trzeba umieć przyjąć z godnością i wykazać się pewną dozą obiektywizmu – nawet jeśli bolą i uderzają w dumę macusera…
      umiejętność czytania tekstu ze zrozumieniem, to wciąż jak widzę przywilej… więc komentarzami czytelników, którzy nie mogą wykazać się tą umiejętnością – na Twoim miejscu zbytnio bym się nie przejmował… ;)

      Odpowiedz
  6. Masz rację, ale ja zawsze jakoś doznaję pewnego zdziwienia i irytacji, kiedy ktoś przeinacza moje słowa, w skutek czego chcę coś wytłumaczyć, a nie zawsze się da ;) Ale masz rację, że nie ma się czym przejmować. Bo są ludzie z którymi można podyskutować, pomimo innych poglądów. A reszta, czyli pieniacze, nie jest warta zachodu.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: