
Oprócz jednego wpisu zapowiadającego podcast maki talkie, nie pisałem o nim nic więcej na blogu. Doszedłem do wniosku, że wszyscy, którzy będą zainteresowani podcastem, będą zaglądać na jego stronę internetową. Jest jednak okazja, żebym napisało nim dwa słowa, co też czynię . Jeśli jednak chcecie być na bieżąco, to polecam Wam śledzenie strony makitalkie.pl. Nie będę tutaj zamęczał Was informowaniem non stop o kolejnym odcinku.
Pierwszy powód jaki mam by pisać o podcaście, to informacja, że od pierwszego odcinka znacząco poprawiliśmy jakość dźwięku. Sami też co nieco się nauczyliśmy. Na początku epizodu trzeciego tłumaczymy na czym polegały nasze problemy z dźwiękiem. Może być to przydatne dla wszystkich, którzy sami chcieliby coś nagrywać. W epizodzie czwartym dodatkowo zadebiutowałem jako montażysta. Razem z Danielem przywiązujemy dużą wagę do montażu, ponieważ uważamy, że w ten sposób możemy zaoszczędzić słuchaczom trochę czasu i jednocześnie sprawić, że podcast będzie się dużo przyjemniej słuchało. Mam nadzieję, że stanąłem na wysokości zadania. Daniel utwierdza mnie w przekonaniu, że tak. Najważniejsze, że jakość stoi już na porządnym poziomie, dlatego z czystym sumieniem zachęcam do słuchania.
Kolejny powód jest jeszcze prostszy – nagraliśmy już cztery odcinki. Rozwijamy się, dostajemy od słuchaczy pozytywne maile i komentarze. Czasem pojawiają się też takie, które wytykają nam błędy i niedociągnięcia. Dziękuję za wszystkie. Bardzo cieszy mnie (Daniela także), że ktoś chce poświęcać czas nie tylko na słuchanie naszej gadaniny, ale także nawiązanie z nami interakcji, śledzenie profilu na facebooku czy twitterze. Wielkie dzięki.